Wypadek czy samobójstwo?

Tuż przed tragedią Łukasz Sz. (+24 l.) oraz Mateusz R. (+20 l.) wysłali do bliskich pożegnalne esemesy. Potem rozpędzili swoje do 140 km/h i w środku nocy gnali pod prąd czteropasmową drogą. W Mirocinie na Podkarpaciu doszło do makabrycznego wypadku. Ich auto zderzyło się czołowo z innym , którym z pracy wracało dwóch kolegów. i ich niewinne ofiary nie mieli najmniejszych szans. Wszyscy zginęli na miejscu. 

Nikt nie wie, dlaczego dwóch młodych mężczyzn postanowiło się zabić. Obaj młodzieńcy nie mieli prawa jazdy. Mateusz R. jeździł czasami samochodem matki. Tego wieczora też go zabrał. Przyjechał po swojego kolegę Łukasza i ruszyli na przejażdżkę. Spotkali kilka osób przed sklepem w Chłopicach. – Powiedzieli, że zginą z wielkim hukiem. Wszyscy się śmiali, bo nikt nie brał tego na poważnie – opowiada ich znajomy.

Mężczyźni na początku bez celu jeździli trasą krajową nr 4, jakby szukali odpowiedniego miejsca, aby zrealizować swój przerażający plan. W Mirocinie droga ma cztery pasy ruchu, jest prosta, ale wiedzie między pagórkami. Dopiero na szczycie wzniesienia można dostrzec samochody jadące z przeciwka. Przed jednym z takich wzniesień Mateusz R. mocno depnął na pedał gazu. Jak wyliczyli biegli na liczniku było co najmniej 140 km/h. Jeden ze świadków widział, że pojazd dłuższą chwilę gnał pod prąd, skrajnym pasem, tuż przy lewym poboczu. Pokonał tak kilkaset metrów, aż spotkał się z prawidłowo jadącym drugim BMW. Siła zderzenia była potężna. Samochody zostały rozerwane na kawałki. Pojazdy odbiły się od siebie i auto desperatów natychmiast stanęło w płomieniach. Ciała mężczyzn spłonęły we wraku. Nikt z wypadku nie ocalał.

Desperaci tuż przed śmiercią wysłali pożegnalne smsy. Jednego z nich otrzymała matka Łukasza Sz., – Odczytałam go dopiero kilka godzin po tym jak policja zawiadomiła mnie o tragedii. To były dziwne słowa i do dziś ich nie rozumiem. Syn nie mia miał powodu aby się zabijać. Nie mieszkał ze swoją dziewczyną, ale bardzo kochał ich wspólnego rocznego synka. Dla niego powinien żyć – opowiada zrozpaczona matka.

Zupełnie niewinnymi ofiarami byli mężczyźni z drugiego BMW. Robert Grębowiec ( 30 l.) kierował autem. Razem z nim był kolega Łukasz Szpyt ( 25 l.). W okolicy miejsca wypadku pracowali przy budowie autostrady A4 i wracali z nocnej zmiany. 30-latek zostawił żonę oraz dwójkę małych dzieci (7 i 2 l.). – Był wspaniałym, odważnym człowiekiem. Nasza rodzina została okaleczona na zawsze – mówi smutno pani Maria, matka mężczyzny.

– Nie mam już sił, by płakać – dodaje matka Łukasza Szpyta. – To był mój jedyny synek. W przyszłym roku miałam cieszyć się na jego ślubie.

Kilka dni temu prokuratura umorzyła śledztwo. – Winę za tragedię ponosi wyłącznie Mateusz R. – stwierdza Marzena Strokoń, zastępca prokuratora rejonowego w Przeworsku.

źródło: http://media.wp.pl

Udostępnij treść przez: